Swietny tekst, zgodze sie ze sekcja komentarzy to wbrew pozorom najleoszy sposób nawet nie tyle na "zasięg" co poznanie ciekawych ludzi których miło posłuchać / przeczytać. A co prawdziwe i trochę ironiczne, trafiłam tu scrollując feed, także fakt, jest sporo sredniej treści ale zdarzają się i dłuższe formaty 😉 Świetny tekst,
Mnie bardziej irytują filmiki - podejrzewam, że format z insta czy tiktoka (podekrzewam, bo nigdy nie korzystałem). A że ruszające obrazki przyciągają uwagę, zatrzymuję się na nich na chwilę (z reguły ktoś gotuje coś smacznego [a przynajmniej filtry tak podkręcają kolory, że wygląda na smaczne i bez soli]). Algorytm notuje, wrzuca więcej. I się robi śmietnik.
Ludzie mają to do siebie, że wybierają to, co jest łatwiejsze. I naa Facebooku, i na X można poczytać ciekawe teksty. I na Facebooku i na X jest masa chłamu. Każdy wybiera, co mu pasuje. To, co Kraszewski zarzucał pisarzom większego i mniejszego kalibru, nadal jest aktualne.
O ile dobrze pamiętam, dekadę temu Substackiem było Medium.com. Znajdowałem tam wówczas mnóstwo wartościowych artykułów... a potem coś się zepsuło, platformę zalały zapejłelowane artykuły niezbyt wysokiej jakości. Już tam od dawna nie zaglądam. Nie wiem, czy Substack pójdzie tą samą drogą, ale cynizm wynikający z wieku (dobrze, że nie wiek wynikający z cynizmu...) każe mi sądzić, że tak.
Substack przyciągnął mnie kiedyś swoją odmiennością, a teraz zdaje się koncentrować na rozwoju algorytmów scrollowania znanych ze wszystkich mediów społecznościowych.
Pewnie pomaga to zwiększyć popularność platformy, ale mi jest po prostu szkoda, że znowu widzę te same sztuczki. Social Media mogą dać nam masę pożytecznych i ciekawych rozwiązań i Substack też to robi, ale już jakby trochę mniej.
Zapomnijmy na chwilę o internecie i platformach. W jaki sposób ludzie nawiązują relacje?
W tym przypadku z autorem. Czy w tradycyjnych gazetach był tylko jeden rodzaj formy?
Czy tradycyjne gazety nie robiły tego samego co Substack ?
Mam wrażenie, że masz małą wiarę w ludzi. Że nagle stoczą się do poziomu Twittera. Bardzo wielu stamtąd wyszło z powodów dość dobrze znanych, których Substack nie może tak po prostu zignorować, tym bardziej, że za rogiem już czai się Tuhat i media federacyjne.
Ja odczytuje to następująco: platforma, która upraszcza nawiązywanie i utrzymywanie więzi (obecnie ogromna luka rynkowa) - wygra. Tak jak kupno wina (nie w Biedronce wiadomo) jest (lub może być jeśli potrafisz "programować DO języka", używać języka jako proxy, nośnik, a nie ograniczenie) naprawdę pretekstem do rozmowy.
Niemniej - niepokój jest słuszny, a opór ludzi myślących nie nieskończony. Dla mnie ultymatywna forma portalu jest zbieżna z pragnieniami jej użytkowników. To jakie wyłonią się plemiona to chyba inny temat. A w sensie technicznym - taki portal można zrobić dość łatwo.
Bardzo lubię w substacku to, że ma ten dualny charakter - mogę poscrollować notes, lub wrzucić w nie jakiś link i obrazek bez klecenia całego tekstu, ale mogęteż wejsć po prostu w feed z publikacjami ze śledzonych przeze mnie stron, poświęcając na to parę minut dziennie (niedawno tablet kupiłem właściwie po to, by wygodniej substacka przeglądać :D).
A, że ludzie gonią za lajkami i pompują algorytm żeby mieć jak najwięcej reakcji, to niestety coś przed czym nie uciekniemy i nie ma na to skryptu.
Myślę, że jako użytkownicy „starego internetu” mamy po prostu alergię na natychmiastową chęć monetyzacji obecności w sieci. Nowe narzędzia sprawiają, że niestety (przynajmniej dla mnie) staje się to zbyt nachalne i prowadzi do coraz dłuższych przerw.
Jak dobrze, że na Substacka wchodzę rzadko (bo tam jest tylko ten syf z Notatek; a na pisanie od kilku msc. nie mogę sobie pozwolić). Dowiedziałam się o tym z maila, na który wpada ten newsletter!
Dodałabym, że to śmieszne, że CEO firmy płaczę nad tym, jaki śmietnik robi jego funkcjonalność i jego algorytmy.
Rozumiem emocje i zaniepokojenie, ale jako osoba zupełnie tutaj nowa, trochę mi to przypomina reakcje na “śledzika” na NaszejKlasie. I nie kieruje tego, broń Boże, konkretnie w Twoją stronę, to ogólna obserwacja.
Takie dwa pytania, nie dlatego że bronię istnienie Notes, ale dlatego żeby skierować tę dyskusję w bardziej konstruktywną stronę:
1. Skąd ten hejt na Notes TERAZ? Widzę że ten ficzer jest od 2023 roku. Czy w ostatnim czasie coś się zmieniło co rozsierdziło “konserwatywnych substackowiczow”?
2. Jak Substack powinien, Twoim zdaniem, rozwiązać problem discoverability cudzych publikacji jeśli nie przez notes? Zatrudnienie zespołu redaktorów który będzie robić listy rekomendacji to jakieś rozwiązanie, ale potencjalna wielkość i przez to koszt utrzymania takiego zespołu pewnie sprawia że zespół Substacka z miejsca odrzucił ten pomysł. Czy jednak nie jesteś zupełnie przeciwny Notes, tylko chciałbyś jakąś “cenzurę”, która ograniczałaby spam i bardziej promowała polecajki artykułów i publikacji?
Ja sam przez ostatnie kilka dni testuję Notes. Widzę, że mogą być przydatne i umożliwiają rozwinięcie ciekawych dyskusji. Jednak nie jestem ślepy i zauważam też, niestety, że momentami ludzie wrzucają na Notes nic nie wnoszące wypowiedzi…
Sam jestem ciekaw w jakim kierunku będzie zmierzał Substack. Z jednej strony jestem optymistą i chcę wierzyć, że “chcą dobrze”. Ale z drugiej jestem Polakiem, więc mam w sobie pierwiastek cynika i spodziewam się, że w pewnym momencie coś tutaj się zepsuje.
Pytasz, jak Substack powinien rozwiązać problem "discoverability" cudzych publikacji, i sam sobie odpowiadasz. Ja o Twoim blogu dowiedziałem się z tego komentarza. Zobacz, nie potrzebowaliśmy żadnych algorytmów!
Jestem tu od niedawna, nie wiem jak było kiedyś, ale uderzyła mnie na starcie rozbieżność między mobilną wersja Substacka, a przegladarkową. Nie bronię tej drugiej, ale mobilna to jest jakiś wyższy poziom koszmaru UI/UX i zaryzykuję stwierdzeniem, że ona głównie jest wręcz celowo zrobiona pod notes. Wszystko inne (w tym najważniejsze, publikacje — kurde po to tu przyszłam) jest albo niemożliwe albo niezwykle toporne z poziomu mobilnej
Krytyka diagnozuje problemy, pogarda uderza w ludzi. Nazywanie użytkowników i twórców „zepsutymi”, określanie narzędzi, z których korzystają „gównem” i pisanie o twórcach zabiegających o widoczność „łaszący się do algorytmów” to język wyższości i lekceważenia.
Zgadzam się. „Łaszą się” np. osoby, które nie mają nazwiska zbudowanego innymi działaniami, żeby móc uwagę czytelników gromadzić organicznie - więc jest to krytyka z poziomu wyjadacza wobec początkującego, mało szlachetna bym powiedziała.
Nazywanie „gównem” tego co scrollowane kojarzy mi się z inną wyższościową zabawą: dawaniem se prawa do określania sztuki niskiej i wysokiej, a na tej podstawie klasyfikowanie ludzi jako wykwintnych konsumentów kultury vs schamionej gawiedzi.
Dziwi tymbardziej, że autor pisze książki o grach, którym właśnie w takich dyskusjach się bardzo często dostaje ;)
Substack nie jest wyjątkiem. Każdy system komunikacji z czasem zaczyna odzwierciedlać psychologię swoich użytkowników. Technologia zmienia narzędzia, ale nie zmienia natury człowieka. To dlatego walka o uwagę staje się dziś ważniejsza niż walka o prawdę.
Odkładając na bok rozważania o tym, co uważasz za niezmienną "naturę człowieka", stawiałbym tezę, że jest zupełnie odwrotnie niż piszesz. I że to właśnie narzędzia, czy raczej ludzie, którzy te narzędzia tworzą, ową tajemniczą naturę zmieniają. Gdy narzędzi takich jak sterowane algorytmem social media nie było, komunikowaliśmy się inaczej, i aby to udowodnić, wcale nie trzeba cofać się do zamierzchłych czasów, wystarczy popatrzeć na internet sprzed ćwierć wieku. Ludzie działali w nim zupełnie inaczej.
Ojej, fakt listu otwartego gdzieś mi mignął jakiś czas temu, ale o jego niechlubnym rodowodzie dowiaduję się od Ciebie. Jaka to idealna puenta naszych czasów. :)
To jakie interesujące substacki polecicie? 🙃
Swietny tekst, zgodze sie ze sekcja komentarzy to wbrew pozorom najleoszy sposób nawet nie tyle na "zasięg" co poznanie ciekawych ludzi których miło posłuchać / przeczytać. A co prawdziwe i trochę ironiczne, trafiłam tu scrollując feed, także fakt, jest sporo sredniej treści ale zdarzają się i dłuższe formaty 😉 Świetny tekst,
Mnie bardziej irytują filmiki - podejrzewam, że format z insta czy tiktoka (podekrzewam, bo nigdy nie korzystałem). A że ruszające obrazki przyciągają uwagę, zatrzymuję się na nich na chwilę (z reguły ktoś gotuje coś smacznego [a przynajmniej filtry tak podkręcają kolory, że wygląda na smaczne i bez soli]). Algorytm notuje, wrzuca więcej. I się robi śmietnik.
Ludzie mają to do siebie, że wybierają to, co jest łatwiejsze. I naa Facebooku, i na X można poczytać ciekawe teksty. I na Facebooku i na X jest masa chłamu. Każdy wybiera, co mu pasuje. To, co Kraszewski zarzucał pisarzom większego i mniejszego kalibru, nadal jest aktualne.
O ile dobrze pamiętam, dekadę temu Substackiem było Medium.com. Znajdowałem tam wówczas mnóstwo wartościowych artykułów... a potem coś się zepsuło, platformę zalały zapejłelowane artykuły niezbyt wysokiej jakości. Już tam od dawna nie zaglądam. Nie wiem, czy Substack pójdzie tą samą drogą, ale cynizm wynikający z wieku (dobrze, że nie wiek wynikający z cynizmu...) każe mi sądzić, że tak.
Substack przyciągnął mnie kiedyś swoją odmiennością, a teraz zdaje się koncentrować na rozwoju algorytmów scrollowania znanych ze wszystkich mediów społecznościowych.
Pewnie pomaga to zwiększyć popularność platformy, ale mi jest po prostu szkoda, że znowu widzę te same sztuczki. Social Media mogą dać nam masę pożytecznych i ciekawych rozwiązań i Substack też to robi, ale już jakby trochę mniej.
Dla odmiany będę adwokatem diabła.
Zapomnijmy na chwilę o internecie i platformach. W jaki sposób ludzie nawiązują relacje?
W tym przypadku z autorem. Czy w tradycyjnych gazetach był tylko jeden rodzaj formy?
Czy tradycyjne gazety nie robiły tego samego co Substack ?
Mam wrażenie, że masz małą wiarę w ludzi. Że nagle stoczą się do poziomu Twittera. Bardzo wielu stamtąd wyszło z powodów dość dobrze znanych, których Substack nie może tak po prostu zignorować, tym bardziej, że za rogiem już czai się Tuhat i media federacyjne.
Ja odczytuje to następująco: platforma, która upraszcza nawiązywanie i utrzymywanie więzi (obecnie ogromna luka rynkowa) - wygra. Tak jak kupno wina (nie w Biedronce wiadomo) jest (lub może być jeśli potrafisz "programować DO języka", używać języka jako proxy, nośnik, a nie ograniczenie) naprawdę pretekstem do rozmowy.
Niemniej - niepokój jest słuszny, a opór ludzi myślących nie nieskończony. Dla mnie ultymatywna forma portalu jest zbieżna z pragnieniami jej użytkowników. To jakie wyłonią się plemiona to chyba inny temat. A w sensie technicznym - taki portal można zrobić dość łatwo.
Na koniec (ale tematyczna!) autoreklama:
https://marcinpan.substack.com/p/smierc-wrobla
Bardzo lubię w substacku to, że ma ten dualny charakter - mogę poscrollować notes, lub wrzucić w nie jakiś link i obrazek bez klecenia całego tekstu, ale mogęteż wejsć po prostu w feed z publikacjami ze śledzonych przeze mnie stron, poświęcając na to parę minut dziennie (niedawno tablet kupiłem właściwie po to, by wygodniej substacka przeglądać :D).
A, że ludzie gonią za lajkami i pompują algorytm żeby mieć jak najwięcej reakcji, to niestety coś przed czym nie uciekniemy i nie ma na to skryptu.
Myślę, że jako użytkownicy „starego internetu” mamy po prostu alergię na natychmiastową chęć monetyzacji obecności w sieci. Nowe narzędzia sprawiają, że niestety (przynajmniej dla mnie) staje się to zbyt nachalne i prowadzi do coraz dłuższych przerw.
Jak dobrze, że na Substacka wchodzę rzadko (bo tam jest tylko ten syf z Notatek; a na pisanie od kilku msc. nie mogę sobie pozwolić). Dowiedziałam się o tym z maila, na który wpada ten newsletter!
Dodałabym, że to śmieszne, że CEO firmy płaczę nad tym, jaki śmietnik robi jego funkcjonalność i jego algorytmy.
To niech każe je wyłączyć.
Rozumiem emocje i zaniepokojenie, ale jako osoba zupełnie tutaj nowa, trochę mi to przypomina reakcje na “śledzika” na NaszejKlasie. I nie kieruje tego, broń Boże, konkretnie w Twoją stronę, to ogólna obserwacja.
Takie dwa pytania, nie dlatego że bronię istnienie Notes, ale dlatego żeby skierować tę dyskusję w bardziej konstruktywną stronę:
1. Skąd ten hejt na Notes TERAZ? Widzę że ten ficzer jest od 2023 roku. Czy w ostatnim czasie coś się zmieniło co rozsierdziło “konserwatywnych substackowiczow”?
2. Jak Substack powinien, Twoim zdaniem, rozwiązać problem discoverability cudzych publikacji jeśli nie przez notes? Zatrudnienie zespołu redaktorów który będzie robić listy rekomendacji to jakieś rozwiązanie, ale potencjalna wielkość i przez to koszt utrzymania takiego zespołu pewnie sprawia że zespół Substacka z miejsca odrzucił ten pomysł. Czy jednak nie jesteś zupełnie przeciwny Notes, tylko chciałbyś jakąś “cenzurę”, która ograniczałaby spam i bardziej promowała polecajki artykułów i publikacji?
Ja sam przez ostatnie kilka dni testuję Notes. Widzę, że mogą być przydatne i umożliwiają rozwinięcie ciekawych dyskusji. Jednak nie jestem ślepy i zauważam też, niestety, że momentami ludzie wrzucają na Notes nic nie wnoszące wypowiedzi…
Sam jestem ciekaw w jakim kierunku będzie zmierzał Substack. Z jednej strony jestem optymistą i chcę wierzyć, że “chcą dobrze”. Ale z drugiej jestem Polakiem, więc mam w sobie pierwiastek cynika i spodziewam się, że w pewnym momencie coś tutaj się zepsuje.
Pytasz, jak Substack powinien rozwiązać problem "discoverability" cudzych publikacji, i sam sobie odpowiadasz. Ja o Twoim blogu dowiedziałem się z tego komentarza. Zobacz, nie potrzebowaliśmy żadnych algorytmów!
Touché! :)
Jeszcze rok temu notki były po prostu dodatkiem, mikroblogiem obok dużych treści, teraz stały się (stają się) osią Substacka w wersji www i app
Jestem tu od niedawna, nie wiem jak było kiedyś, ale uderzyła mnie na starcie rozbieżność między mobilną wersja Substacka, a przegladarkową. Nie bronię tej drugiej, ale mobilna to jest jakiś wyższy poziom koszmaru UI/UX i zaryzykuję stwierdzeniem, że ona głównie jest wręcz celowo zrobiona pod notes. Wszystko inne (w tym najważniejsze, publikacje — kurde po to tu przyszłam) jest albo niemożliwe albo niezwykle toporne z poziomu mobilnej
Ale stały się za sprawą zmian w UI/UX Substacka, czy bardziej w świadomości twórców i użytkowników?
Myślę, że to pierwsze. Wygląda na to, że po prostu algorytmy bardziej promują krótkie formy
Dużo słusznych obserwacji, ale ta pogarda dla ludzi trochę psuje przekaz.
W tekście nie ma pogardy, jest krytyka.
Krytyka diagnozuje problemy, pogarda uderza w ludzi. Nazywanie użytkowników i twórców „zepsutymi”, określanie narzędzi, z których korzystają „gównem” i pisanie o twórcach zabiegających o widoczność „łaszący się do algorytmów” to język wyższości i lekceważenia.
Zgadzam się. „Łaszą się” np. osoby, które nie mają nazwiska zbudowanego innymi działaniami, żeby móc uwagę czytelników gromadzić organicznie - więc jest to krytyka z poziomu wyjadacza wobec początkującego, mało szlachetna bym powiedziała.
Nazywanie „gównem” tego co scrollowane kojarzy mi się z inną wyższościową zabawą: dawaniem se prawa do określania sztuki niskiej i wysokiej, a na tej podstawie klasyfikowanie ludzi jako wykwintnych konsumentów kultury vs schamionej gawiedzi.
Dziwi tymbardziej, że autor pisze książki o grach, którym właśnie w takich dyskusjach się bardzo często dostaje ;)
W tym kontekście jak najbardziej uzasadniony... W sumie można zaryzykować tezę, że tym bardziej trafiony jeżeli kogoś dotyka 🙃
Substack nie jest wyjątkiem. Każdy system komunikacji z czasem zaczyna odzwierciedlać psychologię swoich użytkowników. Technologia zmienia narzędzia, ale nie zmienia natury człowieka. To dlatego walka o uwagę staje się dziś ważniejsza niż walka o prawdę.
Odkładając na bok rozważania o tym, co uważasz za niezmienną "naturę człowieka", stawiałbym tezę, że jest zupełnie odwrotnie niż piszesz. I że to właśnie narzędzia, czy raczej ludzie, którzy te narzędzia tworzą, ową tajemniczą naturę zmieniają. Gdy narzędzi takich jak sterowane algorytmem social media nie było, komunikowaliśmy się inaczej, i aby to udowodnić, wcale nie trzeba cofać się do zamierzchłych czasów, wystarczy popatrzeć na internet sprzed ćwierć wieku. Ludzie działali w nim zupełnie inaczej.
Być może zachodzą oba procesy. Tworzymy narzędzia, a z czasem narzędzia przekształcają nas.
Ojej, fakt listu otwartego gdzieś mi mignął jakiś czas temu, ale o jego niechlubnym rodowodzie dowiaduję się od Ciebie. Jaka to idealna puenta naszych czasów. :)
Dwie myśli, zupełnie niezwiązane:
1. Fajnie, że ktoś to napisał za mnie i to mądrzej. Myślę tak samo.
2. Algorytm podsunął mi ten tekst. Czuję metaliczny posmak poznawczego dysonansu.