Złote czasy radia
TL;DR: powinny być teraz
1. Zaczęło się od tego, że ojciec, najwyraźniej zmęczony wieczornym czytaniem mi książek na dobranoc, postawił koło mojego łóżka radioodbiornik Kasprzak, żebym przed snem słuchał sobie audycji Radia Dzieciom. Później poszło już z górki. Emocje przy relacjach z meczów studia S-13. Wieczorami Kronika sportowa z kultowym jinglem (“oj strzelaj, prędzej, strzela… JEST!”). Lista przebojów Trójki, a potem także Radia Łódź, do której nawet, nieśmiały nastoletni introwertyk, wysyłałem jakieś pocztówki z pozdrowieniami dla innych radiosłuchaczy (ciekawostka: prowadzący tę audycję właśnie, po osiemnastu latach przerwy, wrócił na antenę). Załapałem się też na ekspansję stacji prywatnych w latach 90., gdy były one jeszcze robione przez ludzi, a nie przez algorytmy (nawet RMF FM tak grał; JW23, never forget).
Spędzałem przy moim Kasprzaku długie godziny, a jedynym ograniczeniem był mi zasięg fal ultrakrótkich. Nie miałem np. dostępu do Rozgłośni Harcerskiej, a potem do Radiostacji (trochę wstyd przyznać, ale utrzymywałem korespondencyjne znajomości z ludźmi z Warszawy tylko po to, by przysyłali mi kasety z nagranymi audycjami). Dziś, dzięki internetowi, nie miałbym takich problemów.
2. Bo przecież online można słuchać nie tylko wielu tradycyjnych rozgłośni z całego globu, ale też takich całkowicie już internetowych. Nie istnieje Radiostacja, lecz jest np. Radio Kapitał. Gdy poprzednia władza psuła Trójkę, ta się roztroiła, a w sieci nadają Nowy Świat oraz Radio 357. Bardzo mi się to wszystko podoba.
Oczywiście radio musi dzisiaj rywalizować o uwagę słuchaczy z podcastami i algorytmicznie dobieranymi dźwiękami w serwisach streamingowych. Od obu tych opcji jest jednak zdecydowanie lepsze, bo otwiera na różne dźwięki i opinie, zamiast zamykać nas w bańkach. Co dziś wydaje się szczególnie ważną sprawą.
3. Aktualnie używany przeze mnie radioodbiornik ma kilka atutów (najważniejszy z nich to cena), ale jeden istotny mankament: zepsuty przez chińskich projektantów interfejs użytkownika. Żeby zmienić stację, muszę wykonać wiele wciśnięć bardzo małych i niewygodnych przycisków. W efekcie, nawet gdy mam ochotę przełączyć gadający głos na inny lub utwór muzyczny na bardziej zbieżny z moim gustem, zazwyczaj tego nie robię.
Słucham więc dalej, poznając opinie i muzykę, których nigdy bym nie poznał, gdybym samodzielnie dobierał sobie osoby mówiące lub grające. A tym bardziej gdyby takie osoby wybierał mi algorytm np. Spotify lub YouTube.
4. To ostatnie jest coraz bardziej istotne w świecie, w którym zalewają nas dźwięki generowane przez sztuczną inteligencję, Xania Monet i Kutas Records, cyfrowe śmieci, wśród których ginie prawdziwa ludzka twórczość.
W tym złym świecie potrzebujemy przewodników, którzy poprowadzą nas przez chaos i wskażą rzeczy warte słuchania. Ludzi-redaktorów, którzy wybierają płyty przed audycją, by na antenie nam je zaprezentować. A to oferuje tylko radio.
O czym uprzejmie przypomina –-
Bartłomiej Kluska
Ciekawy tekst? Postaw kawę autorowi! Pamiętaj, że listy do internetu pisane są nocami, gdy autor napisze już wszystko, co pisze dla pieniędzy, więc bez kawy nie da rady.
Z pożółkłych listów
W podobnym duchu zalecałem czytanie papierowych gazet i czasopism.
Gry z komiksem znów dostępne!
W serwisie Allegro Lokalnie ktoś (prawdopodobnie rodzina wydawcy) wyprzedaje komiks Gry z komiksem (scenariusz mój, rysunki: Tomasz Kleszcz). Polecam zainteresowanym, bo to być może ostatnia w dziejach świata okazja, by zakupić tę publikację, a później zostaną tylko spekulanci na rynku wtórnym.
Internet wart kliknięcia
Radio 357 udostępniło wieloodcinkowy podcast Roberta Zembrzyckiego i Jarosława Juszkiewicza Pikselowe marzenia o historii elektronicznej rozrywki. Rekomenduję tym z Państwa, którzy wolą słuchać niż czytać.
A następny list do internetu wyślę już za tydzień.



Jedyną polską stacją, której od czasu do czasu słucham, jest 357. Niemniej, irytują mnie dwa przeżytki: Krótkie serwisy informacyjne co godzinę i graniczące z nerwicą natręctw odczytywanie zegara przez prowadzącego. Kochani radiowcy, w dzisiejszych czasach ludzie mogą przecież włączać radio, żeby odpocząć od zalewu newsów – a zegarek ma już każdy. :-)
Choć nie mam klasycznego odbiornika, a radio leci z aplikacji, w pełni podpisuję się pod punktem trzecim. Często zdarza się, że przez „brudne” ręce w kuchni albo zimowe rękawiczki nie zmieniam stacji, która początkowo mi nie leży. Potem okazuje się, że odkrywam w niej masę perełek. O tej zanikającej dziś sytuacji, gdy słuchasz czegoś w tym samym czasie co inni radiosłuchacze i nie masz opcji cofania, pisałem ostatnio w mojej Uważajce 005:
https://substack.com/@szczerski/note/c-195558288